Thursday, 19 Sep 2019

Slackware 14.0 – kilka uwag o instalacji i pracy w zastosowaniach „biurkowych”

Najnowsza, 14. wersja Slackware ukazała się 19 września 2012 r., przynosząc wraz z kernelem 3.2.29 i nowymi wersjami aplikacji całkiem sporą porcję nowych rozwiązań, nowych sterowników, itp. usprawnień (szczegóły w plikach w głównym katalogu dystrybucji). Mimo to, i mimo upływu ponad 3 lat oraz wydania 3 nowych wersji systemu, „Instrukcja instalacji Slackware 12.1 i 12.2 krok po kroku”, opublikowana w tym portalu przez largo3 w czerwcu 2009 zachowuje w dalszym ciągu aktualność w większości punktów. Co więcej, z jej pomocą pewnie dałoby się zainstalować także starsze wersje tego systemu. Bezpośrednio jest to niewątpliwa zasługa stabilnego interfejsu instalatora i samego procesu instalacji, głównie zaś – nieco konserwatywnej konstrukcji systemu.
Tymczasem, choć aktualność zachowują nawet „linki” podane przez largo3, upływ czasu powoduje, że warto dodać do tego tekstu nieco aktualizujących uwag.

Opis w artykule largo3 jest bardzo szczegółowy i został zilustrowany dużą liczbą zrzutów ekranu. Drobiazgowo zostały omówione kluczowe dla każdej instalacji momenty – przygotowanie partycji na dysku przy pomocy programu fdisk oraz konfiguracja programu rozruchowego LILO (Slack używa go od zawsze). Wszystko to jest niewątpliwie zaletą dla osób, które pierwszy raz chciałyby spróbować instalacji systemu, który uważany jest za raczej trudny w użyciu i przeznaczony dla zaawansowanych użytkowników komputera. Z drugiej strony, ta drobiazgowość jest jednocześnie słabą stroną tekstu i przy dużej jego obszerności i nie zawsze klarownym podziale na rozdziały niepotrzebnie powiększa wrażenie komplikacji.

Innym jeszcze mankamentem tej instrukcji jest ograniczenie jej do samego procesu instalacji systemu, który w odróżnieniu od innych popularnych dystrybucji, po wykonaniu pierwszego restartu, standardowo, nawet obecnie, uruchamia się w konsoli (init=3). Nowicjuszy może to bardzo deprymować. Bo co robić dalej? Jak skonfigurować system, żeby cokolwiek pożytecznego dało się zrobić? Dopiero odpowiedź na te pytania zapewnia skuteczne użycie nowego systemu.

W dodatku system nie zawiera tak wszechstronnego programu jak np. YAST w SUSE, czy nawet Pacman w Archu-u, który ułatwiałby bieżące administrowanie nim. W Slacku nie ma żadnych szczwanych wizardów/kreatorów i zasadniczo radzić sobie trzeba za pomocą konsoli i edytorów tekstowych, przynajmniej na początku.

Kilka słów o Slacku

Jak wiadomo, Slackware Linux to najstarsza „żywa” dystrybucja Linuksa (Debian jest minimalnie młodszy). Rozwija się systematycznie od 1993 r.  siłami głównie swojego twórcy, Patricka Volkerdinga, wspomaganego przez grono znajomych i sympatyków. Mimo pewnych kłopotów autora ze zdrowiem (kilka lat temu), a ostatnio z finansami i jego serwerami (po kilkunastoletniej służbie odmówiły dalszej kooperacji) rozwój systemu zachowuje dobre tempo, a jakość produktu finalnego dalej jest znakomita.

Slackware jest dystrybucją oryginalnie komercyjną, obecnie chyba też, aczkolwiek próba utrzymywania się twórcy ze sprzedaży instalacyjnych płyt CD/DVD i firmowych koszulek ostatnio przestała być skuteczna i Pat V. nie stał się póki co milionerem. Z tego powodu bardzo wskazane byłoby kupowanie tego, co oferuje w swoim sklepiku. Na pewno dystrybucja warta jest ceny instalacyjnych CD, a pewnie dużo więcej. Niestety, u nas w kraju trudno jest kupować w sklepiku Pata V.

W numeracji wersji w 1999 nastąpił przeskok i po 4. nastąpiła 7. Przyjrzawszy się katalogom z wydaniami Slacka w oficjalnym repozytorium widać, że ta luka jest jeszcze większa – nie ma tam już wczesnych wersji, z wyjątkiem 3.3 z 1997, dalszych też brak i dopiero od 8.1, z połowy 2002, zachowana jest ciągłość. W pewnym okresie z grubsza przypadającym na tę lukę między 3.3 i 8.1, Slackware związany był z firmą BSDI (albo BSDi – Berkeley Software Design Inc.), oferującą systemy BSD i właśnie Slacka. Dobra passa skończyła się wraz z krachem na giełdzie nowych technologii (czyli pęknięciem tzw.„bańki internetowej”), Slack stał się znowu samodzielny i rozwijany jak dawniej, po części nawet jednoosobowo, przez swojego twórcę. Związek z Uniksem BSD nie jest bez znaczenia, bowiem Slack w swojej konstrukcji najbliższy właśnie systemom BSD, używa też skryptów startowych wzorowanych na BSD, co go poważnie odróżnia od reszty Linuksów, korzystających ze skryptów wzorowanych na Systemie V Uniksa (dopiero w wersji 7. wprowadzono warstwę kompatybilności z sysvinit). W obsłudze też przypomina bardziej BSD. Z powyższego widać, że cechą tego systemu jest daleko posunięta prostota, np. z założenia system pakietów nie obsługuje w ogóle zależności (chyba jedyna taka dystrybucja, ale wbrew pozorom ma to swoje zalety). Oprócz dystrybucji dla procesorów x86 (kompilowane dla i486) od wersji 13. istnieją też oficjalne wydania dla procesorów x86-64 i ARM, a nawet dla IBM S/390.

System rozwijany jest w tzw. wersji Current, swobodnie, aż do osiągnięcia zadowalającej postaci, która decyzją jego twórcy staje się stabilną wersją, uzupełnianą tylko łatami. Niedługo po stabilnym wydaniu  rozpoczyna się kolejny cykl rozwoju. Wersja stabilna jest taką nie tylko z nazwy – Slack uchodzi z tego powodu za system godny zaufania, niezawodny. Nawet wersja rozwojowa zachowuje stabilność, choć oczywiście w jej przypadku poszczególne pakiety są zmieniane i mają prawo wystąpić różne błędy. Nie spotkałem się jednak z sytuacją, żeby prowadziło to do niestabilności systemu.
Do budowy dystrybucji używany jest software wyłącznie w wersji stabilnej, ale z reguły najnowszej i niezmienionej, tzn. takiej, jaką opublikowali deweloperzy (tzw. vanila code). Dotyczy to również kernela. Okres wsparcia poszczególnych wydań zależy wyłącznie od potrzeb użytkowników i decyzji Pata V. W czerwcu zeszłego roku ogłosił on koniec wsparcia dla wydań starszych niż 5 lat – od 8.1 do 12.1 (ale z możliwością dalszego, już odpłatnego wsparcia). Widać z tego, że taki np. Slack 8.1 łatany był przez niebagatelne 10 lat! Obecnie grono osób zaangażowanych w budowę Slacka jest już dość liczne, jednak Patrick Volkerding nadal jest głównym deweloperem.

Główna strona dystrybucji to: Slackware Linux, natomiast podstawowym źródłem wiedzy, o tym co się dzieje w dystrybucji jest plik ChangeLog.txt. Encyklopedyczna notka w Wikipedii: Slackware.

Instalacja: czynności wstępne

Wstęp – o instalacji Slacka ogólnie

Oczywiście instalacja systemu operacyjnego to zawsze spore wyzwanie – operacja z gatunku krytycznych, nie ma co się oszukiwać. Zaś w sytuacji, gdy instalujemy system na dysku z już istniejącymi partycjami oraz danymi i systemami na nich, jest to ponadto zajęcie wymagające szczególnej odpowiedzialności i pewnej wiedzy o działaniu komputerów. Slack nie stanowi tu żadnego wyjątku. Zawsze istnieje ryzyko błędu i popsucia sobie tego, co już mamy, a nawet utraty danych, zatem porządny backup to pierwsza rzecz do zrobienia. Pamiętajmy o tym.

Natomiast instalacja na czystym dysku w przypadku większości popularnych dystrybucji, Slacka nie wyłączając, nie powinna nastręczać większych problemów i będzie nawet prostsza niż np. w przypadku Windows, który nie wiadomo dlaczego uchodzi za łatwy w instalacji (choć mało kto robi to sam). Piszemy to z zastrzeżeniem, że instalujemy na maszynie będącej typowym pecetem, a np. spora część laptopów itp. niekiedy odbiega znacznie od tego ideału.

Ponadto obecnie, w czasach, kiedy coraz więcej w sprzedaży maszyn z UEFI zamiast BIOSu, sytuacja stała się jeszcze bardziej złożona, a kolejną porcję komplikacji dołożyła forsowana przez Microsoft i producentów komputerów opcja Secure boot w tymże UEFI. Ostatnie kłopoty (poważne, dodajmy) z laptopami Samsunga (i pewnie innych producentów) wskazują, że chyba ta technologia wprowadzona została zbyt pośpiesznie. Slack, jak wiele innych dystrybucji, nie jest na nią gotowy, więc z instalowaniem na maszynach z UEFI i Secure boot (czyli wszystkich z Windows 8) będą problemy, a prawdopodobnie będzie to niemożliwe (chyba, że rezygnujemy z Win8). Świat Open Source próbuje poradzić sobie z problemem Secure boot i dopiero wypracowuje rozwiązania. W Slacku problem współpracy z UEFI został podjęty w wersji Current – mamy tam ELILO na tę intencję (:. Reasumując, wydaje się, niestety, że epoka swobodnego instalowania softu na kupowanych lub samodzielnie składanych komputerach zaczyna odchodzić w przeszłość ):. Przed podjęciem próby instalowania Slacka warto się upewnić czy nasza maszyna nie zawiera jakiegoś firmware’u, który to utrudni, a wypadku wyposażonych fabrycznie w Windows 8 lepiej od razu zrezygnować.

Opis zawarty w tym artykule opiera się na instalacji na realnym sprzęcie, natomiast largo3robił to w maszynie wirtualnej, co stanowi poważną różnicę. Konkretnie, wykorzystałem do tego celu netbook, produkcji firmy MSI (Wind U100) – znakomitą maszynkę z 2008 r., z Atomem 1,6 GHz i 1 GB RAM, z preinstalowanym systemem (SLED 10, firmy Novell), która mimo podeszłego wieku, ważąc zaledwie 1 kg, ciągle jest bardzo użytecznym urządzeniem. Slack zastąpił na nim Archa, któremu nie powiodła się migracja na systemd.

Medium instalacyjne

Jako się rzekło wcześniej, nośniki instalacyjne należałoby w zasadzie kupić u Patricka V., za ok. 50 USD. To cena konkurencyjna wobec OS oferowanych przez innych producentów. Ponieważ jednak nie zawsze mamy gotówkę, żeby zapłacić pośrednikom za taką transatlantycką transakcję, możemy wybrać wariant prostszy – ściągnąć gratis obrazy płyt CD (6 w komplecie, z nich wystarczą CD1-3, lub nawet CD1) lub DVD, ewentualnie skopiować po prostu katalog z tą samą zawartością z serwera głównego (ftp://ftp.osuosl.org/pub/slackware/slackware-14.0/) lub z któregoś z mirrorów. Sposób postępowania z obrazami opisano w „Instrukcji”, w skrócie: trzeba je nagrać na płytę CD.

Przygotowanie dysku – partycje etc.

Podany przez largo3 przepis należałoby wstępnie uprościć o „zabawę” z fdiskiem, co zresztą w dopisku do „Instrukcji” doradziła redakcja. Tak, jak pisze autor, potrzebne są w zasadzie 3 wolne partycje – niezależnie od tego, czy będziemy instalować na „czystym” dysku, czy tylko w wolnym miejscu obok innego systemu i danych. Te 3 partycje to: swap, root (czyli główna partycja systemu oznaczana jako / – wielkości np. 10-12 GB) i /home(reszta wolnego miejsca na dysku, dla danych). Mogą znajdować się na partycji rozszerzonej, jak pisze autor. Warto przy tym przyswoić sobie nazewnictwo jakiego używa Linux na oznaczenie dysków i partycji – tu również „Instrukcja” będzie pomocna. W wypadku maszyny z jednym dyskiem SATA będzie on rozpoznawany jako sda a jego partycje: sda1 do sda4 (podstawowe) i sda5sdan (dla rozszerzonych, n- kolejna liczba naturalna).

Partycjonowanie dysku można poważnie uprościć, używając jakiejś narzędziowej dystrybucji Live CD (albo na USB) w rodzaju GpartedRescueCDParted Magic, czy innej podobnej dystrybucji, których całkiem sporo występuje w wersji bezpłatnej (jak wymienione), czy komercyjnej (np. Insert). Dzięki nim wykonamy tę krytyczną przecież operację w trybie graficznym, mając przy tym możliwość zaawansowanych manipulacji na istniejących partycjach (można np. je zmniejszyć i utworzyć w uzyskanym wolnym miejscu nowe) lub spartycjonować pusty dysk. W odróżnieniu od fdiska, można od razu utworzyć na nowych partycjach systemy plików. Najprościej (i najbezpieczniej) użyć podstawowego obecnie systemu plików: Ext4, ale można skorzystać z innych – jest ich wiele, choć nie każdy nadaje się bezwarunkowo dla głównej partycji (np. XFS mniej).

Ext4 to z pewnością bezpieczny wybór i zostanie zaproponowany przez instalator „by default”. Tu muszę się zdystansować wobec opinii largo3, jakoby użycie oryginalnego systemu plików EXT2 było ryzykowne – to nieprawda, jest to pewny system (EXT3 np. to w praktyce EXT2 z dodanym „dziennikiem” [journal]). Stratę danych (aktualnie używanych) może spowodować zewnętrzna awaria prowadząca do upadku systemu, np. utrata zasilania. W takim wypadku pełnej gwarancji nie dają jednak nawet nowoczesne filesystemy. Oczywiście zastosowanie EXT2 obecnie jest ograniczone – podobnie jak ReiserFS i EXT3 nie nadaje się za bardzo do wielkich partycji (> 100 GB). Oczywiście wszystkie obsłużą partycje do 2 TB, ale nie wiem, czy warto próbować (:.

Ostatecznie, z dużą ilością RAM można nawet poprzestać na 1 partycji – root (/), nawet bez swapa. Aczkolwiek swap, czyli partycja wymiany, jest użyteczny przy ilości danych, jakie się obecnie używa.

Oczywiście, gdy podchodzimy serio do instalacji Slacka, lepiej jest zrobić osobną partycję dla /home. Czasem nawet dla /boot, /var i /usr, ale to już trzeba wiedzieć, co chce się w ten sposób osiągnąć. Dla desktopa wystarczy osobna partycja dla /home (o korzyściach z tego pisze largo3).

Instalacja

Ogólnie, proces instalacji Slacka nie jest skomplikowany, a jak robimy to na czystym dysku i nie ma problemów z hardware’m (z rzadka mogą wystąpić), to w zasadzie poradzi sobie z tym bez wysiłku każdy średnio rozgarnięty użytkownik PC. Wystarczy czytać ze zrozumieniem to, co wyświetla instalator (niestety, tylko po angielsku, ale jest przecież „Instrukcja”).

Mając gotowy dysk instalacyjny (CD/DVD lub inny dysk) i przygotowany komputer, można przystąpić do właściwej operacji. W tym momencie wybór jednego z wielu sposobów instalacji jest już w dużym stopniu zdeterminowany, warto jednak sprawę przemyśleć, jeśli nie korzystamy z CD.

Najprostszym rozwiązaniem jest zwykle instalacja z płyty CD/DVD i to opisane zostało w „Instrukcji”. Nie zawsze jednak komputer dysponuje napędem CD i na ten wypadek instalator przewiduje aż 5 innych sposobów poradzenia sobie z tym brakiem: instalację z partycji twardego dysku, 3 warianty instalacji sieciowych i z zamontowanego katalogu.

MSI Wind jako netbook nie posiada napędu CD, zdecydowałem się więc użyć „dyskietki” startowej w postaci bootowalnego pendrive’a USB i instalować system z zamontowanego katalogu (wariant ostatni). Tak, jak w wypadku CD, możliwość startu z tego nośnika można zwykle ustawić w BIOSie. To nie wyczerpuje oczywiście możliwości poradzenia sobie w sytuacji braku napędu CD, ale jest rozwiązaniem prostym, a o takie chodzi w tej instrukcji (porada, jak wykonać taką „dyskietkę” USB jest w pliku Readme w katalogu usb-and-pxe-installers na nośniku instalacyjnym).

Instalacja: start komputera

Zaczynamy od wystartowania komputera z jakiegoś nośnika instalacyjnego – CD/DVD, dysku USB, czy innego (klasyczne dyskietki już od dawna nie wchodzą w rachubę), powoduje to start systemu w trybie wiersza poleceń (CLI = command line interface) na 1. dostępnej konsoli, z zachętą do zalogowania się na koncie root (uniksowy odpowiednik administratora, nie mylić z partycją root).

Zanim nastąpi start systemu możemy jeszcze wybrać dla niego jeden z 2 kerneli – dokładnie tak, jak opisano w „Instrukcji” i układ klawiatury. W obu wypadkach możemy też po prostu nacisnąć Enter i wybrać wariant domyślny. Tylko w wypadku, gdy nasz system ma mało pamięci (mniej niż 128 MiB RAM), warto rozważyć wybór drugiego kernela: huge.s (domyślny to hugesmp.s). Konieczność zmiany układu klawiatury zachodzi tylko wtedy, gdy używamy innej niż standardowa u nas QWERTY. Jak mamy inną, to zdecydowanie lepiej skorzystać z propozycji systemu i wybrać właściwe mapowanie (lepiej, żeby klawisze wyświetlały to, co maja na sobie napisane).

Po starcie mamy system Slackware z klasyczną czarną konsolą, na której logujemy się bez passwordu jako root. Znaczy to, że do dyspozycji mamy jeszcze 5 dalszych konsol, na których możemy się w podobny sposób zalogować – są dostępne po wciśnięciu klawiszy „alt” i funkcyjnego (od „F2” do „F6”), gdyby to było oczywiście potrzebne. Na ogół wystarczy pierwsza konsola.

Instalacja: uruchomienie programu instalacyjnego

Dopiero teraz, jako root, można zacząć właściwą instalację, wpisując w konsoli setup. Naszym oczom ukaże się zielonkawe okienko na niebieskim tle, zatytułowane Slackware Linux Setup (version 14), czyli główne okno instalatora, które jeszcze kilka razy w ciągu całego przedsięwzięcia przyjdzie nam oglądać.

Instalator Slacka nie zmienił się od wielu lat. Oparty jest na bibliotece ncurses, co czyni go nieco staromodnym, nie należy się jednak uprzedzać – to całkiem wygodne narzędzie. Trzeba tylko uważnie czytać jego komunikaty (niestety, tylko po angielsku), zwłaszcza w kluczowych momentach. Naszym zadaniem będzie głównie wybieranie właściwych opcji z zaproponowanych list, z wyjątkiem kilku okien dialogowych, w które trzeba będzie wpisać właściwy tekst. Ale mamy pomoc w postaci „Instrukcji”, poza tym komentarz jest klarowny. W systemie nie działa mysz, więc poruszać się można za pomocą klawiszy. Sam proces, jak wspomniano, nie uległ zmianie od lat i nie różni się od opisanego w „Instrukcji” (poza detalami, o których będzie mowa).

Główny ekran zawiera 8 pozycji wypisanych żółtymi kapitalikami, wyznaczających etapy całego procesu: Help, Keymap, Addswap, Target, Source, Select, Configure, Exit. Na prawo od tych haseł jest krótki, treściwy opis, na czym dany etap polega.

Pierwszy (Help) możemy od razu pominąć (ale, jak kto chce poznać teorię, to proszę bardzo – miłej lektury). Drugi (Keymap) też możemy pominąć. Jeżeli przygotowaliśmy partycję na plik wymiany (swap) to wchodzimy w trzecią pozycję i akceptujemy to, co proponuje instalator.

Instalacja: montowanie partycji nowego systemu

Z kolei wybieramy pozycję Target, która wprowadza nas w jeden z kluczowych momentów instalacji i dlatego przewidziane w nim czynności należy wykonać z dużą uwagą, żeby uniknąć szkód (gdy na dysku są jakieś dane). Tu będą montowane partycje dla Slacka, które przezornie przygotowaliśmy wcześniej, dzięki czemu odpadają nam czary mary z fdiskiem, o których obszernie traktuje „Instrukcja” (zakładamy też, że dysk nie ma błędów logicznych).

Instalator wykrywa wszystkie istniejące w systemie partycje, zatem nasze zadanie polega jedynie na przypisaniu im odpowiednich punktów montowania w strukturze katalogów – oczywiście tylko tych, które mają być montowane automatycznie przy starcie systemu – zapisane zostaną w pliku fstab (ważny plik konfiguracyjny, dokładnie: /etc/fstab). Najważniejsza jest oczywiście partycja root, którą wybieramy i w ramce „mount point” (punkt montowania) wpisujemy / (czyli slash – znak partycji root), w oknie proponującym sformatowanie wybieramy no (zrobiliśmy to już przed instalacją – Gparted etc.). Podobnie postępujemy z partycją /home. Na tym etapie musimy uważać na okno dialogowe proponujące formatowanie („Format Partition …”), bowiem w wypadku partycji z danymi zostaną one skasowane po wybraniu opcji „Format” lub „Check”. Oczywiście w wypadku, kiedy nasz dysk jest pusty, ta ostrożność nie ma znaczenia.

Pomyślnie wybrawszy punkty montowania dla naszych 2 partycji, w oknie Select other Linux partitions for /etc/fstab wybieramy ostatnią opcję (— (done …)).

Instalacja: wybór medium instalacyjnego

W ten sposób przechodzimy do etapu piątego: Source: select source media, czyli wybieramy źródło, z którego instalator skopiuje pliki Slacka. Zwykle bez problemu sam wykrywa, że jest to „CD or DVD”. Oczywiście, gdy korzystamy z innego nośnika niż CD, musimy wybrać tutaj odpowiednią opcję – jak już wspomniano, jest ich w sumie 6. Instalując na swoim MSI, który nie ma napędu CD, wybrałem 6. pozycję i w okienku dialogowym musiałem wpisać ścieżkę do katalogu „slackware” (coś takiego: /mnt/.../slackware-14.0/slackware; zresztą, jak się nie uda, zawsze można wrócić do tego punktu i wpisać poprawnie).

Instalacja: wybór pakietów (aplikacji)

Tak czy owak, wybrawszy właściwe medium, idziemy dalej – do okna wyboru pakietów do instalacji (Select). Szczegóły w „Instrukcji”. Generalnie, najlepiej wybrać opcję instalacji wszystkiego. Slack to nie Debian, pakietów jest dużo mniej, na 10-12 GB z pewnością się zmieszczą, więc szkoda czasu na wybieranie, zwłaszcza, że będąc nowicjuszem i tak nie mamy podstaw, żeby to robić kompetentnie. W stosownym oknie pokazują się grupy pakietów z już zaznaczonym polem wyboru. Wyjątkiem jest KDEI, zawierający lokalizacje językowe interfejsu KDE, który lepiej pozostawić niezaznaczony i polskie locale doinstalować później (całość zajmuje ca 800 MB a poza jedną wersją językową jest zbędna).

BTW – w tym wydaniu Slacka widać nowość – w drzewie katalogów pojawiło się odrębne miejsce dla XFCE (i tak się nazywa katalog), co jest znakiem, że to środowisko przesuwa się powoli na pozycję standardowego GUI dystrybucji.

W kolejnym oknie wybieramy opcję Full, czyli instalujemy wszystko. Oczywiście można też bardzo drobiazgowo wybrać, co chcemy instalować i w pewnych sytuacjach ma to nawet sens. Jednak w przypadku komputera desktop lepiej wybrać po prostu opcję „Full” – instalacja pójdzie dużo szybciej i nie ma ryzyka przeoczenia czegoś ważnego (Slack jest tak skonstruowany, że wszystko do siebie pasuje i czasem brak jakiejś paczki może być dolegliwy).

Tu jeszcze warto wrócić do szczególnej właściwości Slacka – to jest bardzo spójny system, tak pomyślany, że bez względu na kolejność w jakiej będziemy poszczególne paczki instalowali (w praktyce jest to proste kopiowanie binariów na dysk), wszystko będzie działać. Tak samo, kiedy zastąpimy coś nowszą wersją (pod warunkiem, że z oficjalnego repozytorium). Z tego powodu instalując Slacka, powinno się zawsze wybierać opcję install all. Albo wszystko z katalogów a, ap, d, k i l; pomijam znawców systemu – w praktyce to dla nich jest opcja wyboru pakietów.

Duża część slackowych paczek to różnorakie biblioteki (katalog l), które są niezbędne dla pracy innych aplikacji, więc warto, żeby były wszystkie, nawet na wszelki wypadek. Cała instalacja to ok. 5-7 GB (w wersji 12.2: 4-5 GB), czyli połowa do 1/4 samego tylko Windowsa. Nie ma zatem sensu zawracać sobie tym głowy, instalacja wszystkiego trwa od kwadransa do pół godziny, zależnie od nośnika i szybkości maszyny.

Instalacja: konfiguracja systemu

Skopiowawszy soft, przechodzimy do ostatniego etapu – Configure, czyli podstawowej konfiguracji systemu. Ta część również niemal nie zmieniła się w stosunku do tego, co napisał largo3 – obejmuje wykonanie „dyskietki” ratunkowej na pendrive USB (jak najmniejszy, najlepiej jakiś stary), która umożliwi start systemu w razie awarii, ustawienie kodowania znaków w konsoli (okno dialogowe zapytuje, czy chcemy czcionki utf8 – można potwierdzić, bo to dobry wybór, zwłaszcza, jak zdarza nam się pracować w konsoli), wreszcie instalację programu rozruchowego LILO (czynność o krytycznym znaczeniu), konfigurację myszy (jeżeli wybór instalatora jest poprawny, to tylko potwierdzamy, jeśli nie, to mamy listę różnych typów myszy do wyboru), uruchomienie GPM (prosty, a genialny program ułatwiający kopiowanie za pomocą myszy, niewątpliwie warto ustawić), konfigurację sieci, ustawienia zegara i strefy czasowej, wybór domyślnego środowiska graficznego i usług uruchamianych przy starcie systemu (trzeba przejrzeć listę i ewentualnie poprawić ją, stosownie do potrzeb – wybierając lub dezaktywując usługę za pomocą spacji). Instalację kończy ważna czynność, czyli ustawienie hasła dla użytkownika root.

W trakcie realizacji tych czynności będziemy przechodzili od okienka do okienka i dokonywali wyboru z listy. Dość proste w sumie.

Instalacja: konfiguracja nowego systemu – bootloader

Krytyczną operacją jest niewątpliwe właściwe ustawienie programu rozruchowego (ang. „bootloader”), bez niego, zwłaszcza jak pominęliśmy, opcjonalne w końcu, utworzenie dysku ratunkowego, nie uruchomimy zbyt łatwo swojego nowego systemu.
Slack od zawsze używa LILO w charakterze bootloadera, chyba jako już ostatnia dystrybucja. Inne korzystają z nowszego i posiadającego większe możliwości programu o nazwie Grub. Slack też umożliwia jego użycie, ale nie podczas instalacji – można to zrobić, jak system już działa, binaria znajdują się w katalogu extra.

W „Instrukcji” operacja ustawienia LILO jest obszernie opisana w obu wariantach: simple i expert. W przypadku maszyny desktop prawie zawsze warto skorzystać z wariantu simple – tu nie ma dużego wyboru i sprawę załatwia się szybko i na ogół skutecznie. Jeżeli nasz komputer nie ma innego systemu operacyjnego lub jest to Windows, to LILO musimy zainstalować. W zasadzie problem sprowadza się do podjęcia decyzji, w którym miejscu na dysku LILO umieścić: w sektorze startowym dysku (MBR), na partycji root, czy np. na „dyskietce” (obecnie, jakiś pendrive). Najbezpieczniejszym, ale niezbyt wygodnym rozwiązaniem jest to ostatnie. W naszym, desktopowym przypadku optymalnym rozwiązaniem będzie jednak MBR. Po dokonaniu tego wyboru, jeśli posiadamy jeszcze w maszynie Windows, instalator zapyta, czy dołączyć go do menu wyboru. Oczywiście należy tak uczynić (chyba, że nie chcemy już Windows oglądać (: ). Nie wiem jak z obecnymi Windowsami, ale aż do wersji XP instalator radził sobie skutecznie z podłączeniem tego systemu do LILO, co do Visty i Win7 nie mam doświadczeń (przezorni powinni to sprawdzić, np. u wujka Google), koegzystencja z Windows 8 jest raczej wykluczona.

W sytuacji, kiedy w MBR mamy już np. Gruba, instalację LILO można w ogóle pominąć (o ile umiemy sobie poradzić z Grubem) albo zainstalować LILO na partycji root, co zresztą jest całkiem dobrym rozwiązaniem w takich okolicznościach (tę opcję wybrałem w przypadku mojego netbooka). W tym ostatnim wypadku, w Grubie stosujemy do Slacka taki sam zapis w pliku menu.list (plik konfiguracyjny Gruba)  jak w odniesieniu do Windows, oczywiście poprawnie wskazując partycję root. To odnosi się do tzw. Legacy Grub, czyli wersji 0.97 tego programu (używana jest też nowsza wersja – 2. ale tej nie znam).

Trochę rozwlekle wyszło, choć sama operacja jest zasadniczo prosta. Ale ma znaczenie krytyczne – jak coś popsujemy, to system się nie uruchomi i trzeba będzie stosować dyskietkę startową (aha! np. instalacyjna płyta CD jest też dobrą „dyskietką” startową i ratunkową).

Z pozostałych opcji konfiguracyjnych z pewnością warto przyłożyć się do wyboru myszy – to w końcu ważne urządzenie, i instalacji GPM (bardzo wygodne narzędzie, nie ma w Windows). Czcionkę w sytuacji, kiedy nastawiamy się na użycie wyłącznie GUI, możemy zostawić w postaci domyślnej.

Instalacja: konfiguracja nowego systemu – sieć

Konfiguracja sieci wymaga pewnego objaśnienia. Sieć w Linuksie można ustawić metodą „odgórną”, czyli w ramach uprawnień roota i wtedy żaden user nic nie będzie mógł w jej ustawieniach zmienić oraz – od niedawna – dostęp do interfejsów sieciowych można udostępniać użytkownikom za pośrednictwem specjalnych programów (appletów); w Slacku są to NetworkManager (domyślny) i Wicd, używamy jednego z nich, stosownie do upodobań.

W maszynie desktop ten „oddolny” wariant jest oczywiście bez porównania wygodniejszy i Slack w wersji 14.0 już w trakcie instalacji umożliwia skorzystanie z niego. Dawniej należało w ogóle pominąć konfigurację sieci w takiej sytuacji. Teraz natomiast wchodzimy w tę opcję, ale ustawiamy w niej tylko nazwę komputera (i opcjonalnie nazwę domeny), a w oknie Configuration Type For [tu nazwa twojej maszyny] z 4 opcji (static IP, DHCP, loopback, NetworkManager) wybieramy ostatnią. I tyle na razie.

Zresztą, jeśli mamy kilka interfejsów sieciowych, to już później, kiedy system będzie działał, można sobie skonfigurować je dość dowolnie, np. jedna karta sieciowa może być odgórnie ustawiona, a inna może być obsługiwana przez NetworkManagera czy Wicd.

Pozostałe czynności konfiguracyjne, które wymieniono na początku tego rozdziału, wydają się oczywiste, zresztą opisuje je dokładniej „Instrukcja”. Po wpisaniu hasła roota (dwukrotnie) instalacja jest w zasadzie skończona. Należy zrestartować maszynę i uruchomić ją już w pięknym nowym Slacku. Jeżeli jednak uznamy, że coś ustawiliśmy nie tak, jak należy, zawsze możemy przez główne menu instalatora wrócić do potrzebnej opcji i poprawić, prawie wszystko – poza operacjami nieodwracalnymi, jak sformatowanie partycji z danymi (no dobra, to też można odwrócić, ale to już osobna, dłuższa historia, niezwiązana z instalacją Slacka).

Pierwszy start

Po restarcie maszyny i procedurach POST powinien się ukazać piękny czarny ekran z logo Slacka i menu wyboru istniejących na dysku systemów. Jeśli jest wśród nich Windows, to należy zmienić wybór na Slacka (standardowo, po instalacji, Windows ma pierwszeństwo, tak to ustawiono, widać w trosce o jego użytkowników). Mimo że podczas instalacji wybraliśmy już sobie środowisko graficzne, które preferujemy, system i tak po ok. 30 sekundach otworzy się w wersji konsolowej (czyli znowu piękny czarny ekran, z migającym kursorem dla odmiany). Instalator bowiem ustawił init=3. Można to teraz zmienić, tym bardziej, że i tak logujemy się na konto root (innych jeszcze nie ma), tym razem już z passwordem.
Mimo tego relatywnie mało dla niektórych przyjaznego przyjęcia przez Slacka, nie należy się zrażać, sytuacja nie jest zła, system jednak działa, skoro doszliśmy do tego momentu. Jest więc nawet bardzo dobrze.

O ile nie mamy jakiejś bardzo dziwnej karty graficznej i bardzo nietypowego, kineskopowego monitora, w zasadzie już po zalogowaniu można wpisać komendę startx i powinny się uruchomić tzw. X-y, czyli serwer X-windows i nasze wybrane środowisko graficzne.

Oczywiście lepiej tego nie robić, kiedy komputer ma aktywne połączenie z siecią – praca w X-windows na koncie root nie uchodzi za bezpieczne zajęcie, w niektórych dystrybucjach jest nawet niemożliwa. W Slacku można, ale i tak nie należy tego robić.

Pierwszy start – konfiguracja świeżego systemu

Świeży system należy poddać kilku działaniom, które umożliwią jego efektywny użytek. Ja np. zaczynam od utworzenia kont normalnych użytkowników, bowiem root powinien zajmować się tylko ważnymi sprawami systemu. Odmiennie niż często praktykuje się w Windows, kont z uprawnieniami administracyjnymi nie należy używać do normalnej pracy, bowiem uprawnienia roota są dużo większe niż administratora Windows i łatwo na tym koncie doprowadzić system do szybkiej ruiny. Tworzymy więc konto zwykłego użytkownika (albo więcej, według uznania) z wykorzystaniem programu adduser – konsolowy, ale działa w trybie interaktywnym, więc operacja uda się każdemu, kto zna trochę angielski. Zwłaszcza, że minimum, co trzeba mu wpisać, to nazwa konta i password. Resztę zbywamy enterem, jedynie w wypadku wyboru grupy roboczej należy jeszcze użyć klawisza up i dopiero potem enter.

Opcjonalnie, o ile nasza maszyna nie jest połączona z Siecią, możemy nawet uruchomić X-y i przeprowadzić podstawowe operacje konfiguracji w środowisku graficznym. Np. userów możemy sfabrykować za pomocą programiku KUser z typowym okienkowym interfejsem. Możemy również ustawić sobie start systemu w trybie graficznym, żeby piękny, czarny ekran nas nie peszył już więcej. W tym celu otwieramy w dowolnym edytorze plik /etc/inittab i w nim, w rubryce # Default runlevel, w 25. linijce (id:3:initdefault), zamieniamy 3 na 4(tak, w Slacku ten tryb pracy ma oznaczenie „4”, nie „5” jak w innych dystrybucjach) i następnym razem nie zobaczymy już czarnego ekranu konsoli, tylko jakieś okienko logowania.

Już powyższe porady pozwalają z grubsza zrozumieć, jak wygląda praca administratora w Slackware. System, który otrzymaliśmy po instalacji ma oczywiście standardową konfigurację wszystkiego, co w nim jest, więc jakoś będzie działał, nawet dość bezpiecznie (ale jakiś skrypt firewalla dobrze mu zaaplikować), z pewnością stabilnie. Jednak rolą użytkownika jest „poustawiać” w nim wszystko według upodobań i uruchomić niezbędną funkcjonalność (zakłada się, że powinien to zrobić raczej użytkownik komputera, nie instalator).

System jest skrajnie prosty i, jak wyżej pokazano, wszystko co należy zmienić, żeby osiągnąć stawiane sobie cele, należy przeprowadzić, edytując pliki konfiguracyjne a jedynym narzędziem, które jest do tego potrzebne jest dobry edytor tekstu (nie formater, jak np. Word), a tych w Slacku nie brakuje (:. Pliki konfiguracyjne umieszczone są zasadniczo w 2 lokalizacjach – dla systemu w /etc/ i /etc/rc.d/, dla aplikacji w podkatalogach /etc, natomiast pliki konfigurujące środowisko użytkownika znajdują się w jego katalogu domowym (/home/username; zwykle są niewidoczne). Użytkownicy Slacka akceptują taki układ, więcej – tego właśnie oczekują.

Narzędzia do obsługi systemu znajdują się w katalogach /bin, /sbin i /usr/sbin, jest ich dużo, są dobre, jednak są to programy do pracy w konsoli, typowo uniksowe. Dostęp do nich mają tylko użytkownicy z uprawnieniami administratora.

Ale obecnie, skoro odpada już konieczność konfiguracji X-windows, czyli trybu graficznego, a w systemie są takie środowiska pracy jak KDE4 i XFCE, posiadające własne, okienkowe narzędzia do konfigurowania różnych aspektów pracy komputera (łącznie z zarządzaniem energią – ACPI, etc.), pracując w którymś z tych środowisk ma się podobny komfort użytkowania komputera jak w Mac OS, czy Windows.

Inne winmanagery dostępne w Slacku (fvwmWindowMakerfluxbox, itd. – też całkiem fajne) wymagają zwykle dość poważnej konfiguracji wstępnej, żeby dały się wygodnie użytkować. Aczkolwiek, uruchamiając jeden z nich – mwm – zauważyłem, że w systemie jest całkiem ciekawy interaktywny konfigurator dla fvwm. Może więc i tutaj pojawiły się ułatwienia dla użytkowników?

Instalowanie aplikacji spoza dystrybucji

W systemie można znaleźć następujące przyrządy do zarządzania oprogramowaniem: pkgtool(ma interfejs podobny do instalatora, pozwala zresztą uruchamiać jego skrypty, ale służy głównie do zarządzania pakietami oprogramowania, najlepiej wychodzi mu odinstalowywanie), installpkgupgradepkgremovepkg (nazwy mówią same za siebie), Slackpkg (też do zarządzania paczkami – do automatycznego aktualizowania przez sieć; wymaga na wstępie drobnej konfiguracji).

Niestety, ze znanych mi „dużych” dystrybucji Slack ma najmniej aplikacji w zestawie – w całości zmieszczą się, po instalacji dokładnie wszystkiego, w ok. 7 GB.

Standardowo nie ma np. Open/LibreOffice, które trzeba doinstalować z samodzielnie przerobionych rpm-ów (lub deb-ów), brak też wielu innych popularnych aplikacji, w tym i niezbędnych dla używania multimediów. Np. nie ma niektórych dekoderów mp3 i video, bo to amerykański system i w USA zaaresztowaliby pewnie Patricka V., gdyby oferował on np. pakiet lame lub niektóre inne kodeki.

To (i wiele innych użytecznych rzeczy) trzeba sobie doinstalować już samemu. Instalacja nieobecnych w Slacku aplikacji otwarto-źródłowych jest prosta i bardzo wygodna, o ile ktoś sobie radzi z tzw. SlackBuild-ami (skrypty budujące paczki Slacka ze źródeł).

SlackBuild to bardzo miła rzecz dla tych, którzy cenią sobie bezpieczeństwo i własne pomysły co do tego, jak system i soft użytkowy powinny funkcjonować. Można z ich pomocą zrobić nawet to, co lubią fani Gentoo, czyli samemu zbudować system ze źródeł. Jak ktoś nie potrafi sam napisać slackbuilda, może skorzystać z „gotowców” oferowanych przez serwis SlackBuilds.org.

Niestety, nie podejrzewam, że by ta niezwykle (powiem nawet – bezprecedensowo) wygodna droga budowania aplikacji miała wzięcie wśród osób zaczynających dopiero używać Linuksa (-:.

Na szczęście, dla reszty też jest wyjście – zawsze można pójść na kompromis i skorzystać z jednego z miejsc oferujących gotowe paczki, najlepiej z serwisu Slacky.eu, obecnie chyba najważniejszego, jeśli chodzi o extra-oprogramowanie dla Slacka (po włosku, co prawda, ale zasadniczo lekturę można sobie odpuścić). Trzeba tylko wybrać paczki dla właściwej wersji systemu – takiej, jaką posiadamy. W przypadku maszyny desktop ryzyko w sumie nie jest duże, zresztą można ograniczyć wybór do autorów, którym się ufa. A nawet pójść dalej i obejrzeć slackbuilda, którego użył autor (źródła można przecież wziąć bezpośrednio od dewelopera, choć standardowo są one oferowane z binariami).

Tutaj jeszcze jedna uwaga dla nowicjuszy: w świecie uniksowym zakłada się, że aplikacje powinny być nieduże, skupiać się na robieniu jednej rzeczy, za to dobrze, i na dodatek powinny współpracować z innymi aplikacjami. Z tej przyczyny, np. instalacja takiego dość popularnego programu do obróbki zdjęć o nazwie DigiKam wymaga użycia ok. 60 paczek. Tymczasem, np. w Windows używa się jednego pliku, który robi wszystko. Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy.
Najwięcej czasu zajmuje wyszukanie potrzebnych paczek, jak już są, to ich liczba nie ma znaczenia, bowiem instalacja przebiega równie szybko, jakby to był jeden duży plik .exe – zakładając, że wszystko jest w jednym katalogu, wydajemy polecenie: installpkg *.txz i już.

W każdym razie, nie ma co się tym rozdrobnieniem aplikacji przejmować. Co prawda prowadzi to czasem do sławnego „piekła zależności”, ale Slack ignoruje zależności, więc cokolwiek zainstalujemy, czy odinstalujemy, to protestować nie będzie. W razie, jak coś nie zadziała, użytkownik sam sobie musi sprawdzić, o co chodzi (np. używając ldd).

Ogólnie wraz z rozwojem aplikacji Open Source i Linuksa, używanie Slacka jest coraz łatwiejsze, ponieważ same aplikacje oferują coraz więcej graficznych narzędzi do konfiguracji środowiska pracy.

Uwagi końcowe o sensie używania takich systemów jak Slackware, etc.

Generalnie rzecz ujmując, systemy takie jak GentooSlackware, czy Arch, (itp.) są przeznaczone raczej dla tych, którzy znają systemy uniksowe i chcą sobie zrobić komputer wedle własnych pomysłów na tej wiedzy opartych.

Jeżeli ktoś nie używał jeszcze „Linuksa”, a ma na to ochotę, powinien zwrócić się raczej do dystrybucji takich jak Knoppix (nie wymaga instalacji na dysku, używa się płyty CD/DVD), Ubuntu (albo Kubuntu) czy Mint, itp. Jest ich sporo,  można ich używać w wersji Live CD, ale można również instalować, ponoć nawet spod Windows. Zresztą, Knoppiksa też da się zainstalować na dysku, ale to nie jest wariant priorytetowy i trzeba poczytać jak to zrobić. Na pewno są i inne łatwe w instalacji dystrybucje i wiele takich, które wystartują tylko z CD lub klucza USB.

Z bliskich Slackware dystrybucji warto wspomnieć o systemie Slax (odrodził się ostatnio), który jest bardzo łatwy w użytkowaniu. Standardowo instaluje się go na pendrajwie, przez co jest bardzo mobilny. Slax jest pochodną Slackware, jednak w założeniu jest do użytku biurkowego i stąd dużo przyjaźniejszy dla niedoświadczonego użytkownika. Oprogramowanie extra do niego występuje w postaci modułów, które po prostu kopiuje się do odpowiedniego katalogu.

Przede wszystkim jednak należałoby tu przywołać dystrybucję nazywającą się Salix OS (tu podziękowania dla kolegów Z i ratus, którzy w dyskusji wspomnieli o tym nieznanym mi Linuksie). Salix jest stosunkowo młodym ( z 2009 r.)  derywatem Slackware ukierunkowanym na konkretny desktop, stąd równolegle występuje w 6 wersjach: dla XFCE, KDE, MATE, Fluxbox, LXDE i Ratpoison (! – to desktop dla miłośników konsoli), także w wersjach Live CD. Dystrybucja powstała z myślą o wygodnym użyciu w zastosowaniach biurkowych i w związku z tym wzbogacona została o aplikacje w Slacku nieobecne, w tym np. LibreOffice. Jest w rodowodzie europejska, więc nie dotyczą jej amerykańskie ograniczenia. Dzięki zgodności binarnej ze Slackiem (przejawiającej się m.in. w numeracji wersji), możliwe jest korzystanie w tym ostatnim z pakietów Saliksa. Autorzy utrzymują, że trzymają się slackowej dewizy KISS(Keep It Simple, Stupid) nie tylko od strony konstrukcji systemu (jak Slack) ale też z punktu widzenia użytkownika.

Wracając do Slacka, należy raz jeszcze wspomnieć, że jest to system operacyjny przewidziany raczej dla osób, które już mają jasną ideę, co ma robić ich komputer i nie boją się użyć konsoli, żeby ją wprowadzić w życie (:. NB – wcale nie jest to sztuka tylko dla tych, co mają dużo wolnego czasu! Chodzi tu raczej o to, żeby po pierwszej konfiguracji maszyny (którą i tak każdy musi sobie zrobić, nawet pod Mac OS X [podejrzewam, bo nigdy nie używałem], Androidem, czy Windows) mieć gotowy system do pracy i za bardzo nie zamartwiać się potem jego szlifowaniem.

To zakłada wiedzę o własnościach sytemu operacyjnego a także użycie pewnej liczby różnych skryptów, które ustawią na tej maszynie potrzebne usługi itp. bardziej zaawansowane rzeczy. Zresztą, jak raz się takie skrypty napisze, to potem zachowują one ważność i można je wykorzystywać w nowych instalacjach, czasem modyfikując stosownie do sytuacji.

W praktyce Slack to bardzo prosty system operacyjny i całkiem łatwy do zainstalowania, jak (mam nadzieję) udało mi się wykazać,

BTW – podczas tej operacji miałem dość przykry wypadek, ponieważ w BIOSie ustawiłem rozpoznawanie startowej „dyskietki” jako dysku USB (zamiast jako „dyskietki USB”) i w efekcie system instalujący nazwał ją sda (czyli jak twardy dysk) a właściwy dysk netbooka jako sdb. W konsekwencji program instalacyjny wpisał odniesienia do sdb w pliki konfiguracyjne, więc po restarcie zaliczyłem kernel panic. Tak, różne przygody mogą się przytrafić podczas, zdawałoby się, nieskomplikowanej operacji, jak ta instalacja – „wypadki chodzą po ludziach”. Ale po drobnych modyfikacjach Gruba i LILO udało się wszystko „wyprostować”.

Zaraz po instalacji na MSI Wind działały wszystkie (dość liczne) interfejsy tej maszyny (co do kamerki, to w Slacku brak programu do jej obsługi, ale jest wykrywana jako urządzenie USB). MSI Wind ze Slackiem jest więc dowodem na brak przeciwwskazań, żeby korzystali z tego OS również linuksowi nowicjusze, w zastosowaniach desktopowych np. Ja może nowicjuszem nie jestem, ale też nie zaliczam się do znawców Linuksa (czy konkretnie Slacka), co pewnie i w tym tekście da się zauważyć. Po prostu, od z grubsza 10 lat używam tego OS na swoich komputerach, z dużą satysfakcją.

Uwagi końcowe: jeszcze o graficznych środowiskach pracy

Od czasu jak Slack pożegnał się z Gnome parę lat temu, rolę głównego środowiska przejęło KDE. W wersji 3.5.10, mimo różnych mankamentów, osiągnęło użyteczność, którą do dziś wspomina się z nostalgią. Zdaje się, że nawet Linus T. używał go. Było to świetne środowisko graficzne, może nie nazbyt piękne, ale niezwykle funkcjonalne już w standardowej konfiguracji.

Niestety, od wprowadzenia w 13-tym Slacku KDE4 sprawy się skomplikowały i wygląda na to, że dla maszyn o małych zasobach (takich jak np. MSI Wind i słabszych) powstał spory problem. Np. na MSI Wind KDE4 też wprawdzie działa, ale w czasie, kiedy go używałem ostatnio (październik 2010) środowisko to zachowywało się zbyt ekscentrycznie, jak na wymagania zwykłego użytkownika. Wyraźnie taka maszyna była dlań zbyt mała. Wersja 4.85 ze Slacka 14 robi wrażenie jeszcze cięższego, aczkolwiek funkcjonuje w zasadzie normalnie. Nawet jednak po wyłączeniu Nepomuka itp. urządzeń nie można liczyć na taki komfort w pracy jaki zapewniają inne winmanagery – KDE zabiera zbyt dużo pamięci i mocy CPU.

Podsumowując, XFCE jest chyba optymalne dla niezaawansowanych użytkowników, wystarczająco stabilne i niezawodne.
Pod XFCE (v. 4.10), mimo relatywnie małej pamięci (1 GB RAM), swobodnie można pracować z dużymi dokumentami Office, używać jednocześnie przeglądarki np. z ponad 20 otwartymi kartami i innych aplikacji.

A może Patrick V. dołączy do Slacka np. Enlightenment (E17)? Pod koniec zeszłego roku wydano przecież wersję stabilną tego legendarnego desktopu, więc nie ma już przeciwwskazań w użyciu.

Epilog

Przygodę z „Linuksem” można więc zacząć i od Slacka, choć prawdopodobnie wygodniej to zrobić biorąc najpierw coś naprawdę dostosowanego do potrzeb użytkownika nie mającego zamiaru zgłębiać tajników systemów operacyjnych. UbuntuMintMageia (reinkarnacja Mandrake‚a?), itp. powinny być odpowiednie. Ewentualnie coś w rodzaju Knoppiksa, żeby w prosty sposób bez konieczności instalacji przekonać się co oferuje Linux.
Linuksy (i po części systemy *BSD) korzystają z tego samego kodu źródłowego, więc w praktyce z tych samych aplikacji (programów), tylko kompilowanych na różne systemy. Nie ma więc tak dużego znaczenia, jakiego konkretnie Linuksa się używa.

Dystrybucje Linuksa to w praktyce osobne i często bardzo różne w obsłudze systemy operacyjne! Warto mieć to na uwadze, ponieważ w praktyce obsługuje się konkretnego Linuksa z jego specyficznymi aplikacjami i repozytoriami, z których się korzysta. Nie jest tak, że można aplikację z Debiana zainstalować w Slacku i vice versa (choć czasem może się to akurat udać). To są różne OS-y, najczęściej nawet niezgodne binarnie (zwykle ludzie niezorientowani stawiają to jako zarzut, choć jest to wynik podstawowej zalety Linuksa).

Oczywiście zupełnie inaczej jest jak Linux został już zainstalowany przez producenta komputera – rzadki przypadek, ale się zdarza – wtedy na ogół można go używać tak jak Windows, a może nawet będzie to prostsze. O ile oczywiście pogodzimy się z realiami – mianowicie, że nie jest to Windows, i aplikacje też są inne:). Przy spełnieniu takich założeń użycie np. Slacka będzie bardzo owocne i dające sporo satysfakcji z posiadania dobrze działającej maszyny.

Dodaj komentarz